poniedziałek, 14 grudnia 2015

Te Araroa: Mangaokewa Stream - Taumarunui (Pureora Forest)

Ostatni odcinek zaliczam do najladniejszych na szlaku jak dotad. Pureora to gorzysta puszcza, prawdziwy busz, jaki porastal Nowa Zelandie zanim przybyli Anglicy i zamienili Polnocna Wyspe w wielkie pastwisko.

Zanim jednak dotarlam do lasu musialam pokonac dlugi odcienek dorga, od farmy z ktorej ostatnio pisalam do campingu pod gora Pureora. Byly tez chatki, ale trzeba bylo wczesniej rezerwowac. Lena i Carsten zaprosili mnie na glebe :-)




Pierwszy odcinek lasu to sciezka rowerowo-piesza, czysta przyjemnosc, brak blota, wygodny szlak, a na gorze rozlegla panorama. Pogoda dopisala, choc Tongariro schowalo sie za chmurami. Widac bylo jednak Lake Taupo w calej okazalosci.






W lesie na szlaku sa trzy chatki DOC, skoro zakupilam Hut Pass to postanowilam przenocowac we wszystkich robiac nieco krotsze odcinki dzienne. Lena i Carsten mieli taka sama koncepcje, a w dwoch chatkach nocowal jeszcze Chris, nowozelandczyk. Wieczory byly chlodne w wilgotnym lesie, wiec rozpalalismy w piecykach, w ktore zaopatrzone byly chatki.




Wreszcie nastapil ten dlugo wyczekiwany moment - przeszlam 1000 km!



W Waihaha Hut (1003 km) wszyscy urzadzaja 1000km Party, nasze bylo skromne, bo ekipa z nas spokojna :-)




Z grani przy dobrej pogodzie mozna bylo miedzy drzewami wypatrzec Ruapehu. I zlapac zasieg - w tych okolicach bardzo z tym trudno.


Ostatniego dnia pogoda sie zepsula i wrocilo bloto... Lalo caly dzien, ale szlaku bylo tylko 7 km, a potem droga, wiec nie bylo tragicznie. Po drodze byla Trail Magic - zjawisko bardziej popularne w USA, ale i tutaj czasem sie zdarza, ze mieszkancy zostawiaja cos milego dla wedrowcow - to byl drugi raz, ale ja pierwszy przegapilam, wiec w zasadzie pierwszy: woda i cukierki. Byla tez tablica oznaczajaca polowe drogi miedzy Auckland i Wellington, ale samochodem to 660 km, a pieszo 1000. Na noc udalo mi sie schronic na farmie, cale szczescie, bo gwaltowne ulewy przechodzily jedna za druga.









Wczoraj doszlam do Taumarunui, zrobilam zakupy i rozbilam sie na campingu (taki owad ulokowal sie na tropiku namiotu). Wciagnelam lunch, a potem postanowilam jeszcze przejsc kawalek szlaku asfaltem na lekko ("slackpacking") i wrocic na camping autostopem. Udalo sie, a dzis bylam na poczcie, zaopatrzylam sie w mapy nastepnego odcinka i nowe buty! Stare byly juz mocno podniszczone, a przede wszystkim amortyzacja bardzo zubozala. Byly obliczone na 1000km, wiec zgodnie z planem. Starych nie wyrzucam, powiesze na scianie jako trofeum :-)







Nie wiem kiedy znow bede online, wiec wszystkim czytelnikom zycze Wesolych Swiat :-)

6 komentarzy:

  1. Daj spokój , do Świąt jeszcze 10 dni. Dasz radę :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. 1000km - gratulacje! Śmigaj dalej

    OdpowiedzUsuń
  3. 1000km - gratulacje! Śmigaj dalej

    OdpowiedzUsuń
  4. Święta także życzą Ci wesołych czytelników... Znowu pokręciłem: Weseli czytelnicy życzą wszystkich Świąt... Eee... Nie palę tego świństwa...
    Wszyscy czytelnicy życzą Wesołych Świąt! :)
    Tysiąc kilosów... No, no... Nieźle idzie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki, teraz juz Szczesliwego Nowego Roku :-)
      O swietach w nastepnym poscie...

      Usuń