wtorek, 8 marca 2016

Te Araroa: Wanaka - Queenstown

Etap z Wanaki do Queenstown przeszlam wyjatkowo leniwie... Mialam zarezerwowany hostel, wiec mimo ze moglam dotrzec wczesniej, ostatni etap gorski przebylam powoli. 

Zgodnie z przewidywaniem za Wanaka osiagnelam 2600 kilometr :-)




W oddali widac bylo masyw Mt Aspiring (tak mi sie w kazdym razie wydawalo).



Szlak z Wanaki do Arrowtown byl wysmienity, wbrew temu, co opowiadali niekotry wedrowcy idacy na polnoc - jak to stromo i ciezko. Nic podobnego, w przeciwienstwie do wiekszosci nowozelandzkich szlakow, ten byl prawdziwa sciezka i nawet trawersowal co stromsze zbocza zygzakiem! Po drodze widoki na gory i bardzo wygodne chatki.










W ostatniej chatce rozgoscili sie ludzie zajmujacy sie dokarmianiem biagaczy - nazajutrz na szlaku mial sie odbyc bieg ultra. Z tej okazji i mnie dostalo sie czekoladowe ciastko i nalesnik, ale tlum byl w chatce okropny. My doszlismy, a oni dojechali samochoami terenowymi i okupowali miejsca noclegowe...




Bieg byl w sumie ciekawym wydarzeniem, wiec pol dia spedzilam obserwujac jak nadbiegaja kolejni wyczynowcy, ci pierwsi byli w dobrym stanie, ci ostatni w oplakanym. Oni mieli za soba spory dystans, a ja wyruszylam swieza, wiec nie udalo im sie mnie wyprzedzic na wzniesieniu. Oczywiscie musialam sie troche postarac :-)





Ostatnie byly dwie dziewczyny, ktorym troche pomoglam w nawigacji - trasa biegla korytem strumienia, jak to czesto tutaj bywa.


Biwakowalam w Macetown, miasteczku poszukiwaczy zlota, obecnie opuszczonym i pelnym ruin (kilka odrestaurowano). Szukalam oczywiscie zlota w strumieniu, ale niestety bezskutecznie.



A oto ostatni szczyt w Alpach, w zasadzie przelecz. Dalej Te Araroa podaza juz dolinami. Beda jeszcze dwie grupy gorskie, ale blizej morza, nie kwalifikuja sie wg. mnie jako Alpy.



Arrowtown, tez miasto poszukiwaczy zlota, a obecnie turystow.


Odwyklam od cywilizacji, wiec pola golfowe i osiedla byly zabawnym urozmaiceniem.






Najwieksza wierzba w Otago :-)


I tak dobrnelam do Queenstown, gdzie zamelinowalam sie w hostelu, a dzis mam pierwszy na Wyspie Poludniowej i tak naprawde jedyny dzien ZERO (zero kilometrow, dzien odpoczynku). Generalnie nie czulam potrzeby robienia przerw, ale tak niewiele juz zostalo do konca, ze postanowilam sprobowac sie lenic caly dzien. Zrobilam ogromna ilosc zapiekanki i musze ja jakos zjesc :-)




Wpadne jeszcze do Te Anau, a potem prosto nad tak dawno nie widziany ocean... Trzymajcie kciuki :-)

6 komentarzy:

  1. Już 2600 km i ciągle uśmiech i piękne widoki o właśnie chciałbym Ciebie poprosić o filmowanie tych pięknych plenerów jak zapomnisz to będziesz musiała zawrócić i nadrobić zapomniane filmy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W DNIU KOBIET !

    OdpowiedzUsuń
  3. tak pięknie, że aż szkoda będzie wracać... A wierzba podobna do naszej polskiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyz jest to dokladnie taka sama wierzba, wierzby sprowadzono z Europy.

      Usuń
  4. Trzymamy cały czas, źle się pisze bez kciuków :-)
    r

    OdpowiedzUsuń